rnacid avatar
Instrukcje obsługi - zaniedbane dzieci deweloperów
Autor: Remigiusz Nowakowski (wtorek, 2 września 2008, 10:47)

manuals

Za każdym razem gdy kupuję nową grę i otwieram pudełko, zanim jeszcze wetknę płytę w paszczę napędu (czy to konsoli czy komputera) zaglądam do instrukcji. Przywykliśmy do nich chyba wszyscy - niewielkie, papierowe wkładeczki, czasem wręcz śmiesznie cieniutkie, kilka stron raptem. Niby nic wielkiego ale przecież zdarza się, że to z nich czerpię wiedzę o zawiłościach sterowania, mało intuicyjnie ulokowanych opcjach czy też jakichś innych możliwościach gry, które, na pierwszy rzut oka, wcale nie są takie oczywiste. Nie mógłbym uczciwie powiedzieć, że choćby mapa dołączona do Grand Theft Auto IV jest jedynie ozdobnikiem - używałem jej bardzo intensywnie.

Robię to także z sentymentu za czasami gdy instrukcja do gry to było coś więcej niż spolszczona wkładka z podstawami sterowania. Gdy dwustu- lub trzystustronicowe książki, pakowane razem z garścią dyskietek, na których była gra, nie były niczym niezwykłym. Do dziś pamiętam instrukcję do pierwszej Cywilizacji Sida Meiera - bez niej nie miałbym pojęcia o połowie powiązań pomiędzy elementami, zaś wybór kolejnych “wynalazków cywilizacyjnych” był by całkowicie losowy. Mimo, że pudełko od tej gry nadal mam na półce to sama instrukcja zaginęła mi gdzieś niestety, czego bardzo żałuję.

Ostatnim powodem, dla którego zaglądam do tych “książeczek” jest fakt, że wielokrotnie już, sam projektowałem i składałem takowe. Przez dziesięć lat pracy w tej branży udało mi się uczestniczyć nie tylko w stworzeniu gry ale także partycypować w jej wydawaniu. Zawsze ciekawie jest popatrzeć, co też takiego koleżanki i koledzy z branży wymyślili dla swojego produktu - może uda się znaleźć jakieś nietypowe inspiracje?

W czasach gdy jedynie wydania kolekcjonerskie gier oferują cokolwiek więcej niż 10-16 stron druku (mówię przede wszystkim, a może wyłącznie o grach konsolowych) warto chyba poświęcić chwilę na przemyślenie czemu, tak naprawdę, instrukcje mają służyć? Jaki jest cel ich istnienia? Do kogo tak naprawdę są adresowane i jaką funkcję spełniają? Wszystkich zainteresowanych odsyłam do tekstu wywiadu z weteranką w branży - Belindą Van Sickle - która od 12 lat zajmuje się zawodowo przygotowywaniem instrukcji do gier.

Dodaj do: dodajdo




Komentarze:
6 komentarzy w "Instrukcje obsługi - zaniedbane dzieci deweloperów"
  1. wynmacher avatar # Wynmacher, 2 września 2008 o 11:55

    Ach. Do dziś pamiętam ponad 200 stronicowe instrukcję do Baldurs Gate 1 i 2.

  2. # r4v, 2 września 2008 o 12:20

    Tak na dobrą sprawę to teraz każda gra ma tutorial i naprawdę jest niewielki sens wypisywać jeszcze raz to samo w instrukcji. Jeśli mam być szczery to czasami tylko zerkam do tej książeczki z nudów.

  3. # Gregys, 2 września 2008 o 15:00

    Używanie mapy w GTA IV jak jest GPS? Po co? Bo skończyłem grę a na mapę spojrzałem raz - z ciekawości ;)

  4. rnacid avatar # Remigiusz Nowakowski, 3 września 2008 o 07:17

    Gregys napisał(a):

    Używanie mapy w GTA IV jak jest GPS? Po co? Bo skończyłem grę a na mapę spojrzałem raz - z ciekawości ;)

    Podczas robienia sidequestów, kiedy za pomocą mms zlecane są kradzieże konkretnych samochodów. W opisie zazwyczaj były podane nazwy ulic i/lub dzielnica. Konsultowałem się z mapą żeby je odnaleźć i w ten sposób zlokalizować auto :)

  5. # Gregys, 3 września 2008 o 20:02

    O widzisz - to muszę spróbować bo ja tych misji nie robiłem :)

  6. # jurget, 3 września 2008 o 20:25

    Za mojej młodości jedyna makulatura do gry to była wkładka do kasety magnetofonowej ze spisem gier :D

    A teraz instrukcji nie otwieram prawie nigdy, bo w grach i tak są różnego rodzaju tutoriale.

Musisz być zalogowany aby pisać komentarze.