Zaczęło się. Blizzard zaczął wysyłać klucze do graczy, którzy wyrazili chęć uczestnictwa w beta testach najnowszego dodatku do World of Warcraft. Oczywiście natychmiast pojawiły się aukcję, na których można kupić owe kluczyki. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie ceny jakie są w stanie zaoferować biedni ludzie będący w szponach nałogu fani. Jak myślicie, za ile takie można kupić sobie na eBayu dostęp do bety WotLK? 100$? 200$? Mało! Jeden delikwent nabył przywilej uczestniczenia w testach za… 652 euro (1022$), kolejny za 735$. Z całym szacunkiem, ale to już zakrawa na chorobę psychiczną i kwalifikuje się do leczenia na oddziale zamkniętym. Wiem, że figurka Ryu Hayabusy kosztuje 350$, wiem że ludzie płacą ciężkie pieniądze za gumę, którą żuła Paris Hilton, ale w tym przypadku po prostu zastanawiam się nad sensem takiego zakupu. Przecież za 3-4 miesiące (podobno) dodatek z hukiem wpadnie na półki sklepowe z ceną 30 czy 40$/euro. Dodatkowo człowiek psuje sobie poniekąd przyjemność z obcowania z dodatkiem, bo już wszystko widział te 3 miesiące wcześniej. Czy to chęć pochwalenia się przed resztą znajomych, czy bezmyślne uwielbienie dla gry? Nie wiem, nie chcę chyba wiedzieć.
