O Lord of the Rings: Conquestpiszemy już od pewnego czasu. Dzisiaj, dzięki uprzejmości Electronic Arts, miałem okazję na własne oczy zobaczyć ten tytuł w akcji, podczas prezentacji tytułów tego wydawcy na okres świąteczny. Przeglądając wpisy na Polygamii muszę powiedzieć, że praktycznie niczego ponad to, co już wiadomo nam nie powiedziano.
Zacznijmy od tego, że koncept gry to tak naprawdę powrót do starego Lord of the Rings: Two Towers i Return of the King. Grając postaciami ze świata Tolkiena wyrąbujemy sobie drogą przez zastępy wrogów. Towarzyszy nam muzyka z filmu i rzecz jasna przerywniki filmowe. Do naszej dyspozycji oddano w trybie dla pojedynczego gracza dwie kampanie - dla Dobra i Zła. Pierwsza z nich odtwarza losy Drużyny Pierścienia, o drugiej opowiemy trochę później.
Gra jak na razie jakoś strasznie okazale się nie prezentuje. Wygląda poprawnie, ale nic ponad to. Na jej obronę należy powiedzieć, że na ekranie widzimy sporo postaci no i że jest ona skierowana głównie do rozgrywek w sieci.
W grze nie gramy głównymi bohaterami opowieści, ale bezimiennymi mieszkańcami Śródziemia, co jest w miarę logiczne, bo w końcu trudno by po jednej planszy biegało 16 Aragornów. Jest tylko jeden wyjątek, czasami w kluczowych momentach w kampanii na chwilę będziemy wcielać się na przykład w Isildura by ciachnąć brudny paluch Saurona. W trakcie walk z końcowymi przeciwnikami również mogą pojawiać się QTE (quick time events).
Podczas rozgrywki będziemy musieli wykonywać rozmaite misje. A to rozwalić jakieś rzeczy, a to przejąć jakiś punkt itd. Po każdym zaliczonym punkcie kontrolnym możemy zmienić klasę naszej postaci. Jak na razie do wyboru mieliśmy: wojownika, łucznika, skauta, maga i obrońcę. Każdy z nich dysponuje 3 różnymi atakami (X, Y, B), jak również atakami specjalnymi przy użyciu RB (jak na przykład płonący miecz).
Jak już pisałem wcześniej gra skupia się na rozgrywce dla wielu osób, której niestety nie widzieliśmy. Po każdej stronie konfliktu może grać 16 graczy, możliwy jest również split-screen. O ile jeżeli samotne granie jakoś mnie specjalnie nie porwało, o tyle wspólne łojenie elfów, czy tam orków może być całkiem fajne.
Podsumowując - spodziewałem się chyba czegoś więcej. Mam nadzieję, że do czasu wydania (Wikipedia podaje datę 13 stycznia) zostanie ona dopracowana. O ile lubiliście poprzednie gry tego typu to i ta nie powinna zawieść, zwłaszcza że posiada aspekt sieciowy, który znacznie przedłuży jej żywotność.
PS Wiodąca platforma to 360. Jak na razie nie ma dema w planach, za to jest DLC.
Ale kiiiiiicha! Stareńki Ninety Nine Nights wyglada i chodzi sto razy lepiej…LotR:C to jedna z tych kilku gier,ktore powinny zostac natychmiast skasowane, o czym tak ochotnie mowil szef EA pan Ricitello…