|
Pierwsze wrażenia: Motorstorm: Pacific Rift
Autor: Beniamin Durski
(poniedziałek, 24 listopada 2008, 18:52)
Każdy, kto bacznie przygląda się Polygamii zauważył zapewne, że wcale nie byłem przekonany do nowego Motorstorma. Jedynka na tyle mi się podobała, że patrząc na marnie wyglądające filmiki z dwójki nie byłem przekonany, czy Evolution Studios idzie w dobrym kierunku. W zasadzie ta cała idea nowej wyspy mnie nie przyciągała i czułem, że to może być za mało. Szczególnie, że w między czasie wyszedł świetnie wyglądający Pure. Gdy jednak otrzymałem swoją płytkę z ostateczną wersją Motorstorm: Pacific Rift praktycznie wszystko się zmieniło.
Tak, dzisiaj oficjalnie przyznaję, że się myliłem i z radością przyznaję, że rajska wyspa to był strzał w dziesiątkę, a programiści Evolution Studios to prawdziwi mistrzowie ostatnich szlifów. Wybaczcie mi, że byłem niewiernym Tomaszem, ale razem cieszmy się z tego, że Motorstorm: Pacific Rift jest dokładnie taką grą, jaką chcieliśmy, żeby był. Przede wszystkim największa wada pierwszej części gry zniknęła, bo tym razem mamy, aż 16 tras. Mało tego, są one podzielone według czterech stref dzielących wyspę. W każdej części panują troszkę inne warunki, a to ze względu na różne żywioły, z którymi musimy walczyć. Mamy typowe błotko w strefie ziemi, wspaniałe plaże w związane z żywiołem wody, ale nie zabraknie również genialnych widoków, gdy będziemy ścigać się na krawędzi stromej góry w strefie powietrza. Stawkę zamyka ogień, który reprezentowany jest przez lawę potrafiącą podgrzać nasz silnik do wybuchowej temperatury. Graficznie gra jest pełna świetnie wykonanych efektów i niezmiernie żałuje, że nie mamy szansy podziwiać widoków, które nas otaczają, ale akcja jest po prostu zbyt szybka. Walka jest ostra, a silnik daje radę spokojnie to wszystko przeliczyć, nawet jeśli mamy na ekranie praktycznie wszystkich przeciwników. Zdarzyło mu się raz czy dwa zająknąć, ale jest to szczegół nie warty wspominania, szczególnie, gdy mamy możliwość gry w nawet 4 osoby na podzielonym ekranie. Niestety, tej funkcjonalności jeszcze nie miałem okazji sprawdzić, ale na 2 graczy sprawdza się to wyśmienicie i przez zdecydowaną większość czasu gra zachowuje swoją płynność. Jedyny minus to cena, jaką zapłacono za zachowanie płynności – tekstury podłoża. W czasie jazdy niby tego nie widzimy, ale jednak za każdym, gdy zaczyna się wyścig, czy też zatrzymamy grę, by strzelić fotkę jakiemuś latającemu kierowcy, potrafi to zakłuć w oczy. Ach właśnie, gdy już jesteśmy przy zdjęciach to muszę powiedzieć, że photo mode to genialny wynalazek i czasem, aż chcemy zatrzymać grę, choć z powodu szybkiej akcji uchwycenie najlepszych momentów bywa trudne. Przydałaby się możliwość jakiegoś cofnięcia kilku ostatnich sekund, bo naprawdę niektóre ujęcia, aż proszą się o upamiętnienie. Z mniejszych lub większych nowości, które na pewno część z Was zainteresują, to w końcu skrócono czasy ładowania i choć na samą planszę poczekamy sobie około kilkunastu sekund, tak przynajmniej dobór pojazdów i ich wyglądu zajmie nam raptem kilka sekund. Kolejną ciekawostką jest to, że możemy wybrać strój dla naszego kierowcy. Na początku jest ich kilka, a kolejne odblokowują się wraz z postępem w grze. Niby nic, a cieszy. Ostatnią bolączką pierwszego Motorstorma było zróżnicowanie trybów, a raczej jego brak. Tutaj akurat Evolution Studios nie zmieniło za wiele. Może w planach mają nową zawartość do ściągnięcia, ale mimo wszystko zwykłe wyścigi, eliminator i nowy speed run to troszkę za mało. Szczególnie, że w tym ostatnim uczymy się po prostu toru jazdy na pamięć podchodząc wielokrotnie do tego samego elementu i próbujemy w końcu optymalnie przejechać przez pojawiające się pojedynczo bramki na torze. Wierzcie mi, że na dalszych trasach potrafi to sfrustrować, choć dzięki temu poznajemy dużo lepiej trasę i niektóre zakamarki, które wydawały się tylko elementami otoczenia okazują się być przejezdne. Jeśli już wspomniałem tę frustrację, to warto powiedzieć, że gra wydaje się jednak łatwiejsza niż część pierwsza, ponieważ początkowo wyścigi przechodzimy na złoto w zasadzie za pierwszym przejazdem. Na szczęście poziom trudności szybko rośnie i myślę, że troszkę dalej, niż w połowie gry będę już przeklinał, dlaczego jest ona taka trudna. Jak widać Motorstorm powrócił w chwale i każdy, kto rozważał zakup będzie musiał sięgnąć po te świetne wyścigi. Mam nadzieję, że będzie nas jak najwięcej, w końcu online działa bez zarzutu, więc spokojnie będziecie mogli pokazać mi, kto jest prawdziwym mistrzem na rajskiej wyspie, a kto zginie pod kołami Monster Trucka. Sprawdź również:
Komentarze:
4 komentarze w "Pierwsze wrażenia: Motorstorm: Pacific Rift"
Musisz być zalogowany aby pisać komentarze. |
|