maciu avatar
Pierwsze wrażenia: The Bourne Conspiracy
Autor: Maciej Kowalik (piątek, 25 lipca 2008, 00:29)

The Bourne Conspiracy to gra należąca do gatunku, który na własne potrzeby nazywam automatycznym. Jego cechą szczególną jest fakt, że autorzy mieli w głowach bardzo silne wyobrażenie tego, co chcą zobaczyć na ekranie telewizora. Tak silne, że zwykły gracz mógłby je zepsuć, grając inaczej niż zamierzyli deweloperzy. Wiecie - mógłby nie zauważyć butli z gazem, co spowodowałoby jedną eksplozję mniej, wejść spokojnie po schodach zamiast urządzać pokaz akrobacji i wymyślać inne sposoby na irytowanie programistów. Autorzy The Bourne Conspiracy postanowili nie dać mu tej szansy.

Zacznijmy jednak od pozytywów. Motywami przewodnimi tego tytułu są filmowość i efekciarstwo. Wszystkie wstawki filmowe (często zawierające quick time events) są naprawdę widowiskowe i skojarzenia z kinowymi przygodami Jasona Bourne’a pojawiają się w głowie błyskawicznie. Uwagę zwracają przede wszystkim wykończenia przeciwników, gdy nasz bohater bezlitośnie wykorzystuje elementy otoczenia do efektownego nabicia wrogowi guza. Różnorodność z jaką potrafi zakończyć walkę robi wrażenie, ale z przykrością stwierdzam, że to jeden z niewielu elementów, które pozwoliłyby The Bourne Conspiracy wynieść się ponad przeciętność.

Wspomniana wyżej filmowość pociągnęła bowiem za sobą ofiary. Po kilku chwilach zabawy zorientowałem się, że nie czuję się jak gracz bawiący się nowym tytułem, a bardziej jak małpka w cyrku, która ma w odpowiednim momencie naciskać właściwe przyciski. Cała efektowność tego tytułu została zaplanowana wcześniej i mimo, że dla oka widza przyglądającego się z boku jest to kawał dynamicznej akcji, to nie przekłada się to na miodność i radochę posiadacza pada.
Wyjaśnię o co mi chodzi na przykładzie walki wręcz. Polega ona na naciskaniu dwóch przycisków, co powoduje zadawanie przez Bourne’a drętwych i mało zróżnicowanych ciosów. Nie możemy wykorzystać elementów otoczenia, nie możemy również wyciągnąć broni. Po kilku celnych uderzeniach mamy możliwość wykończenia przeciwnika. Wciskamy przycisk B i oglądamy fantastyczną, kilkusekundową scenkę w której w ruch może pójść każdy element otoczenia. To nie fair, że więcej zabawy mieli scenarzyści The Bourne Conspiracy wymyślający te wszystkie ruchy, niż gracz.

Kolejną dużą wadą jest tragiczne sterowanie. Walki na pięści już same w sobie są dość monotonne - wystarczy trzymać blok i w odpowiednim momencie poczęstować przeciwnika combosem, potem czynność należy powtórzyć - a częsty brak reakcji na wciśnięcie przycisku powoduje, że są także irytujące. Zwłaszcza te z bossami, które trwają o wiele za długo. Sterowanie boli również przy używaniu broni palnej. Nijak nie mogłem odpowiednio szybko wycelować w głowę przeciwnika. To jedna z niewielu gier, w których bez skrępowania korzystam z autocelowania.

Oprawę audiowizualną najlepiej opisuje słowo poprawna. Nie ma na czym zawiesić oka, ale trudno też znaleźć jakieś elementy wyraźnie obniżające ocenę. No, może oprócz ognia, bo ten jest bardzo sztuczny. W tle przygrywa nam filmowa muzyka, która jednak nie powoduje szybszego bicia serca.

Te wrażenia spisuję po dwóch godzinach gry i zaliczonych dwóch pierwszych misjach. Na pełną recenzję przyjdzie czas później, ale nie spodziewam się by Bourne Conspiracy wyskoczyło ponad szkolną “tróję”. Jedyna niewiadoma to pytanie, czy będzie to mocna trója z plusem, czy taka na szynach. Jeśli w oceniaczkę wpiszę coś więcej, będę bardzo zaskoczony, choć oczywiście mam nadzieję, że po przejściu całości nie będę miał innego wyjścia

Dodaj do: dodajdo




Komentarze:
2 komentarze w "Pierwsze wrażenia: The Bourne Conspiracy"
  1. Pingback z Bourne wraca do domu | Polygamia dnia 31 lipca 2008
  2. Pingback z Recenzja: The Bourne Conspiracy | Polygamia dnia 9 sierpnia 2008

Musisz być zalogowany aby pisać komentarze.