|
Autor: Jakub Tepper
(wtorek, 2 grudnia 2008, 20:53)
![]() Myślicie, że Nintendo to nieustające pasmo sukcesów, królowie zwyciężonych walk i posiadacze kur znoszących złote jajka? Nie tak szybko. Haka na korporację znalazł amerykański urząd patentowy, który odmówił zarejestrowania słów Wii Remote. Jako przyczynę podano powszechną obecność słowa remote w języku angielskim i jednocześnie zaznaczono, że Nintendo może jeszcze raz starać się o patent, ale tym razem na sztywny zwrot Wii Remote, jako całość. No dobra, umówmy się - to żadna porażka. Ale pokazuje nam bardziej ludzką twarz Nintendo, jako firmy czasami nieporadnej, której również zdarza się potknąć, czujemy się bliżej Miyamoto… Eee. No.
Autor: Piotr Gnyp
(poniedziałek, 1 grudnia 2008, 21:02)
![]() Warto przypomnieć pewną notkę, którą Maciek Kaczyński popełnił jeszcze w kwietniu. Otóż:
Dzięki za przypomnienie, Łukasz
Autor: Piotr Gnyp
(czwartek, 20 listopada 2008, 12:27)
![]() Kryzys Bajowy zakończony! Jak to wszystko się skończyło? W zasadzie tytuł wpisu mówi wszystko. Jak donosi EDGE Activision zmieniło okładkę, THQ wycofało pozew, a świat odetchnął z ulgą.
Autor: Piotr Gnyp
(piątek, 14 listopada 2008, 23:05)
Nie ma to jak podpiąć się do czyjegoś sukcesu. Zakładam, że SafeAuto, którego reklamę oglądamy, bardzo dokładnie sprawdziło co może pokazać, a co nie, żeby nie dostać od razu pozwu od Electronic Arts i/lub Activision. Generalnie - granie w Rock Dzięki, Mariusz.
Autor: czytelnicy
(środa, 29 października 2008, 01:37)
Nie dalej jak rano informowaliśmy, że kalifornijscy prawnicy pracują nad wprowadzeniem odpowiedniego oznaczenia dla gier, zawierających treści dla dorosłych. Tymczasem brytyjska organizacja ELSPA (Entertainment and Leisure Software Publishers Association), mając na uwadze niewielką wiedzę rodziców na temat europejskich oznaczeń PEGI, proponuje nowe rozwiązanie. Według przedstawionej propozycji najlepszym sposobem informowania rodziców o treści i zawartości gry są oznaczenia wzorowane na światłach drogowych. Banalnie proste i przejrzyste oznaczenie ma powstrzymać nazbyt rozpędzone w markecie dzieciaki, a rodziców przed zbyt pochopnym sięgnięciem po portfel. Gorzej, jeżeli ci sami rodzice jeżdżą jak szaleni, a pomarańczowe światło kojarzy im się tylko z „przyspiesz, jeszcze zdążysz”. Leonard
Autor: czytelnicy
(wtorek, 28 października 2008, 10:56)
W proponowanej wersji, wydawca będzie zmuszony umieścić na okładce oznaczenie, wyraźnie informujące o brutalnej zawartości. Jeżeli któremuś ze sprzedawców przyjdzie do głowy sprzedać tak oznakowany produkt dzieciakowi, będzie musiał zapłacić 1000$ kary. Według senatora Lelanda Yee, który jest twórcą artykułu prawnego:
Pierwsza wersja nakazu sądowego, zmuszającego wydawców do odpowiedniego oznaczenia swoich produktów, pojawiła się już w 2005 roku. Jednak z tych samych powodów (ograniczenie prawa do swobodnego wypowiadania się) również w 2007 została odrzucona. „Ten sam argument wraca przy okazji dyskusji na temat książek, filmów, komiksów, a teraz gier wideo. Tymczasem prawo tworzone w ten sposób jest wyraźnie sprzeczne z pierwszą poprawką do Konstytucji” (pierwsza poprawka gwarantuje wolność słowa i religii). – powiedziała dyrektor Entertainment Consumers Association, Jennifer Mercurio. Pozostaje zadać kilka pytań. Po co w jakiś szczególny sposób oznaczać gry, skoro ESRB i PEGI kwalifikują je w sposób czytelny i zrozumiały dla wszystkich? W jaki sposób ustawodawca udowodni winę sprzedawcy, bez “złapania go za rękę”? Czy gry będą sprzedawane za okazaniem dowodu osobistego? Jak zawsze, propozycje tego typu staną się przysłowiową walką z wiatrakami. Bo praktycznie nie ma możliwości stworzenia prawa, które w żaden sposób nie kolidowałoby z szeroko pojętą wolnością wypowiedzi, niezależnie od jej formy. Leonard
Autor: Piotr Gnyp
(poniedziałek, 27 października 2008, 19:17)
![]() Spójrzcie na powyższe okładki. Wyglądają podobnie? THQ uważa, że trochę za bardzo i pozywa Activision. Co więcej, firma twierdzi również, że wcześniej w ty miesiącu skontaktowała się z wydawcą SCORE International Baja 1000 by przygotowała alternatywną wersję okładki swojego tytułu. Cóż, jak widać komuś się nie chciało i sprawa wylądowała w sądzie. A tak na serio, kurcze, naprawdę nie dało się wymyślić czegoś innego? W końcu musi istnieć parę innych sposobów zilustrowania wyścigów, prawda?
Autor: Jakub Tepper
(sobota, 25 października 2008, 11:31)
![]() Wyobrażacie sobie co by było, gdyby można wnosić pozwy i aresztować ludzi za wirtualne morderstwa? Najprawdopodobniej 99% z nas miałoby już wielokrotne dożywocie jak w banku, a drobne tortury w ramach dodatku. W Japonii jednak takie rzeczy dzieją się już naprawdę. 43-letnia kobieta, porzucona przez wirtualnego męża w grze Maple Story zalogowała się na jego konto i wymazała jego awatara. Ergo, pozbawiła jego postać życia. Policja nie aresztowała jej co prawda pod zarzutem “wirtualnego morderstwa”, bo takowej kategorii (jeszcze?) nie ma, ale za hackowanie jego konta. Biedaczka pewnie się z tego wykaraska, ponieważ dostęp dała jej ofiara dobrowolnie, ale w chwili obecnej grozi jej do 5 lat pozbawienia wolności lub 5000$ grzywny. Bez przesady, poza tym, że dostęp do konta miała wolny to przecież autorzy potrafią pewnikiem przywrócić ofiarę do życia. W takim przypadku o zarzutach mowy chyba być nie może, ale sam fakt zgłoszenia informacji o przestępstwie do prokuratury jest dość niepokojący. Mam nadzieję, że jak uweźmiemy się kiedyś wszyscy razem na Emiela i skopiemu mu dupsko w jakieś sieciowej grze, to nas nie pozwie.
Autor: Piotr Gnyp
(środa, 8 października 2008, 15:04)
![]() Tym razem w sprawie piractwa głos zabrał Ubisoft. Michael de Plater z oddziału w Szanghaju powiedział, że to właśnie przez to premiera Tom Clancy’s EndWar na PC nie odbędzie się tego samego dnia co na konsole.
No i już wiemy, lepiej najpierw wypuścić grę na konsole, zarobić na niej i dopiero potem na PC. Raz, że mamy dodatkową reklamę i szum w około tytułu, dwa że tak naprawdę na danej grze już zarobiliśmy i wpływy z PC można traktować jako ekstra dochód. Pytanie tylko, jak długo ten model będzie się sprawdzać.
Autor: Piotr Gnyp
(wtorek, 7 października 2008, 13:33)
Ho ho, Activision Blizzard umie grać w rozprawy sądowe. Dopiero co dobrało się do skóry piratom za Call of Duty 3, teraz zaś sąd zasądził iż firma MDY Industries, twórca bota Glider wisi im 6 milionów dolarów. Tak, wiem, że większości z was ta nazwa nic nie mówi. Podobnie było ze mną, ale sprawdziłem i wyszło, że Glider pozwalał zautomatyzować powtarzalne akcje w grze, takie jak zabijanie potworków i zbieranie skarbów. W ten sposób Blizzard odebrało niektórym ostatnią szansę na powrót na łono społeczeństwa i skazało ich na życie w celibacie (no, z drobnym wyjątkiem na internetowe porno) i wiernopoddańcze płacenie im abonamentu do końca życia. Oczywiście firma MDY może się jeszcze od wyroku odwołać, co zapewne uczyni. Rozprawa ma się wznowić w styczniu 2009. Fascynujące, prawda? PS Warto też kliknąć tutaj po więcej informacji o najnowszym MMO.
Autor: Piotr Gnyp
(piątek, 26 września 2008, 11:51)
Kiedy serwisy informacyjne zaczęły pisać i mówić o masakrze w Finlandii, stwierdziliśmy, że kwestią chwili jest, aż w którymś materiale o tym wydarzeniu pojawią się gry. No i proszę, nie trzeba było długo czekać. Dzisiaj na gazeta.pl czytamy: Sprawcy dwóch szkolnych masakr zabijali razem w internecie.
Chciałem tu już napisać o tym, czy może nie warto by było sprawdzić, czy przypadkiem koleś nie oglądał brutalnych filmów itd, ale parę akapitów niżej zobaczyłem, co następuje:
Jeżeli ktoś po czymś takim odesłał go do domu, zamiast na badania psychiatryczne, to faktycznie - całą winę ponosi Battlefield 2 Dzięki, Matriks, spaceman.
Autor: Piotr Gnyp
(wtorek, 23 września 2008, 18:30)
![]() W USA Activision pozwało Jamesa R. Stricklanda, który naruszył prawa autorskie firmy podczas premiery Call of Duty 3 na sumę od 30 do 150 tysięcy za każde naruszenie, jak również koszta procesu. Jak dowiedziało się GamePolitics akt oskarżenia nie jest oparty wyłącznie na podejrzeniu o udostępnianie plików. Co więcej - nie jest to jedyny pozew, jaki wystosowało Activision. Pozwanych jest więcej, chociaż większość z nich oskarżono właśnie w związku z CoD3.
Autor: Aleksander Lemlich
(poniedziałek, 22 września 2008, 21:02)
I nie chodzi tu o jakiś o nowy kontroler od Nintendo, ale o sprawę sądową. Temat dobrze znany i wiele razy wałkowany przez wszystkich producentów konsol - patenty! Tym razem to firma Hillcrest przyczepiła się do Nintendo twierdząc, iż to do niej należą prawa do technologii wykrywania ruchu. Sprawa jest na tyle poważna, że trafi do Amerykańskiej Komisji Międzynarodowego Prawa Handlowego (wylądowała już w sądzie). Tam też japońska firma będzie musiała udokumentować, że kontroler Wii w żaden sposób nie wykorzystuje 4 patentów Hillcrest. Nawet jeśli Nintendo przegra tę sprawę, nie chcę mi się wierzyć, aby w jakikolwiek sposób miało to zagrozić Wiilotowi. Firmy na pewno się dogadają, a - mając maszynę do produkcji pieniędzy w postaci Wii - Nintendo stać chyba na wszystko.
Autor: Piotr Gnyp
(niedziela, 21 września 2008, 17:01)
Na pytanie, czy zabijanie w grach to grzech odpowiedzi udzielił duchowny protestancki. Pełną treść pytania i odpowiedzi, możecie znaleźć na stronach zboru, my podamy skróconą wersję. Otóż jeżeli eksterminujemy wirtualnych przeciwników jedynie dla czystej rozrywki, w oczach Boga jesteśmy czyści i nie mamy się czego obawiać. Jeżeli jednak czynimy to z powodu bezdusznej pogardy dla ludzkiego życia i nienawiści to mamy lekko przegwizdane. Oczywiście ogromne znaczenie ma tu fakt, że tak naprawdę ci ludzie i świat gry nie istnieją i powyższą regułę można zastosować do każdej wirtualnej zabawy. Pastor zwraca też uwagę na fakt, że z powodu obsesji na punkcie gier wideo (WoW?) możemy zacząć popełniać grzech przestając zwracać swoją uwagę na bliźnich etc. PS to że zabijanie na ekranie zostało Wam odpuszczone, nie oznacza, że możecie zapomnieć o kociakach!
Autor: Jakub Tepper
(niedziela, 7 września 2008, 18:01)
Ostatnio Tecmo naprawdę wie jak nie dać o sobie zapomnieć i urzeka nas jeśli nie wątkami kryminalnymi, to biznesowymi. Wracając jednak do tych pierwszych, wygląda na to, że zakończyła się sprawa z nadgodzinami niewypłaconymi wszystkim pracownikom. Firma wydała oświadczenie, w którym 3 razy stwierdza, że udało się rozstrzygnąć sprawę. Nie znamy niestety jej detali, ale skoro Tecmo samo się chwali, to raczej na tym nie stracą. Farciarze, poza zdolnymi księgowymi i prawników mają niezłych. Oczywiście wciąż w toku jest sprawa Itagakiego i jeśli tylko coś się dowiemy, to nie omieszkamy Was poinformować.
|
|