toread avatar
Autor: Piotr Gnyp (sobota, 6 września 2008, 10:55)

brus1

Polscy górnicy solidaryzują się ze swoim uciśnionym kolegą - Isaakiem Clarkiem

Podczas Games Convention, kiedy słuchałem opowieści polygamistów o tym, jaka to z Dead Space jest brutalna gra, od razu wydało mi się podejrzane, że nie została od razu zakazana w Niemczech. Jak widać wystarczyło trochę poczekać. Na blogu EA poświęconemu temu tytułowi znajdziemy informację, że Dead Space nie będzie sprzedawane w Niemczech i dodatkowo w dwóch innych krajach. Jakich? Bynajmniej nie jest to ani Tajlandia, ani Australia - na te kraje musimy jeszcze trochę poczekać. Jak na razie gry EA nie zobaczymy dodatkowo w Chinach i Japonii. Uff, dobrze że u nas górnicze związki zawodowe są silne i nie pozwolą na tak nierówne traktowanie bohaterów gier wideo, będących górnikami pracujących dla korporacji górniczych.



kenner avatar
Autor: Aleksander Lemlich (środa, 27 sierpnia 2008, 22:47)

Ponad rok temu pisaliśmy na tematu kolejnego sporu między Immersion a resztą świata. Tym razem jednak to Microsoft zapukał po to, co firmie się należało (zainteresowanych tematem odsyłam do odpowiedniego wpisu). Konkretnie chodziło o 21 milionów dolarów. W końcu firmy dogadały się, Immersion wypłaci pieniądze i przystąpi do programu Microsoft’s Certified Partner. Pozostałe postanowienia ugody nie są znane. No i super, nie ma to jak szczęśliwe zakończenia (w sądzie).



majkel avatar
Autor: Michał Gołębiowski (poniedziałek, 25 sierpnia 2008, 14:32)

Zastanawiałeś się czasem ile warte są wszelkiego rodzaju ostrzeżenia pojawiające się przed rozpoczęciem filmu lub grą? Teraz już wiadomo.
Amerykański wymiar sprawiedliwości pokazał swoje prawdziwe oblicze. Słoneczny stan Floryda wykazał się nie lada odwagą i skazał 24-letniego Kifaha Maswadiego na 15 miesięcy odsiadki, 415000 dolarów grzywny, 3-letni dozór policyjny i 50 godzin prac społecznych, m.in. wygłaszanie publicznych pogadanek na temat szkód wynikających z łamania praw autorskich.
A wszystko to za nielegalne kopiowanie i wprowadzanie do obiegu konsolek typu „70 gier w jednej maszynie” (prawdę napisawszy sądziłem, że sprzedaż takich zabawek to domena Europy Wschodniej, ale widać strasznie się myliłem).



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (wtorek, 29 lipca 2008, 10:07)

supremecourtbench_0507a

I nie chodzi mi tutaj o kolejne wcielenie serii One Piece, ale raczej o sprawę, którą założyło w tokijskim sądzie Nintendo wraz z 54 firmami deweloperskimi. O co poszło? O kartridż R4, który umożliwia odpalanie na DSie nie tylko produkcje amatorskich twórców, ale i nielegalnie ściągnięte z internetu gry.

Z powodu ekspansji tego typu urządzeń na rynku stwierdziliśmy, że powodują one straty dla rozwoju przemysłu gier komputerowych i powzięliśmy kroki prawne w stosunku do importerów tzw. majikon (chodzi o różnego rodzaju kartridże typu R4 - dop. J.T.)

W sumie to dla nas nic nowego, ale warto odnotować, że również w Japonii proceder piractwa osiągnął już takie rozmiary, że opłaca się zatrudniać drogich prawników. Nie dziwi to w sumie biorąc pod uwagę, że jeszcze do niedawna w tamtejszych sklepach można było kupić całkowicie legalnie wydany podręcznik jak i skąd ściągnąć pirackie gry. Przyszła kryska na matyska.



toread avatar
Autor: Piotr Gnyp (środa, 23 lipca 2008, 21:11)

Vimeo to jeden z popularniejszych i lepszych serwisów umożliwiających zamieszczenie swojego wideo w internecie. Cóż, jak donosi Antyweb, gracze już nie mogą z niego korzystać:

Twórcy Vimeo postanowili zabronić dodawania do serwisu filmików ilustrujących pochodzące z gier komputerowych wyczyny swoich użytkowników. Wszystkie obecnie dodawane filmy tego typu będą usuwane, a te wcześniej dodane zostaną oznaczone jako “do usunięcia” i znikną po 1 sierpnia. Jak przeczytać można na oficjalnym blogu serwisu, władze uważają, że tego typu treści nie są przejawem działalności twórczej, którą promować ma Vimeo oraz zgromadzone w nim filmy.

Dlaczego? Otóż filmy z rozgrywki i trailery nie są wystarczająco artystowskie i nie pasują do profilu serwisu. Szkoda, bo to naprawdę była fajna i dobra usługa. Trochę też dziwi mnie takie ograniczenie, ale cóż - wolnoć Tomku w swoim domku. Gracze znajdą sobie po prostu inny portal.



toread avatar
Autor: Piotr Gnyp (wtorek, 8 lipca 2008, 15:01)

terrorist_camp

Arabia Saudyjska nie ma lekko. Dość powiedzieć, że kraj ma mały problem z terrorystami. Jak donosi “The Times”, na przedmieściach stolicy powstało centrum resocjalizacji, które ma pomóc wychodzącym z więzienia powrócić na łono społeczeństwa. Sama idea niby i szczytna, ale diabeł siedzi w szczegółach.


W ośrodku są komfortowe warunki. Pensjonariusze mogą popływać w basenie, zagrać w tenisa stołowego albo w piłkę nożną - razem ze strażnikami. Są też inne rozrywki - na przykład konsola Playstation. W odróżnieniu od więzień posiłki przypominają te serwowane w luksusowych hotelach. Pensjonariusze mogą też raz na jakiś czas odwiedzać swoje rodziny bez eskorty strażników.

Żyć nie umierać. Złe uczucia taki terrorysta wyrazi na lekcjach rysunku, pan psycholog wyjaśni mu, że mordowanie niewinnych ludzi jest be, na deser małe szkolonko z prawa islamskiego i zasad Jihadu. Na koniec ciężkiego dnia rozgrywka w GTA i w ramiona narodu wraca nowy, wspaniały człowiek. Nie wspomniano tylko czy chodzi o PS2, czy PLAYSTATION 3. No ale zakładam, że do ośrodka z basenami i bajerami starszej wersji nie wypada wstawiać.

Dzięki, Beeth.

[via GW]



toread avatar
Autor: Piotr Gnyp (sobota, 28 czerwca 2008, 21:27)

stop_discrimination

Na onecie możemy znaleźć informację, iż Unia Europejska chce zmusić Apple, by iTunes był dostępny dla wszystkich krajów członkowskich.

Polską kartą kredytową nie można płacić w ogóle, bo iTunes u nas nie działa, podobnie jak w pozostałych, nowych krajach Wspólnoty. To dyskryminacja ze względu na narodowość i trzeba to zmienić - komentuje komisarz do sprawy ochrony konsumentów Meglena Kuneva. „To jest nieuczciwe. Jeśli iTunes ma powody natury biznesowej, chcę o nich porozmawiać, by naprawić tę sytuację” - mówiła unijna komisarz. Meglena Kuneva przyznaje, że rozwiązanie sprawy może nie nastąpić szybko.

Ciekawe, czy podobne postępowanie czeka Microsoft i ich usługę LIVE, która przecież tak samo “dyskryminuje ze względu na narodowość”. Ze swej strony trzymam kciuki. Skoro MS sam z siebie nie chce, to czemuż by nie wykorzystać Unii, by w końcu być traktowanym normalnie?

[via blog.fotogenia.info]



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (sobota, 21 czerwca 2008, 02:07)

l_ki_itagaki01

Trzeba przyznać, że dynamika rozwoju sprawy Tecmo przerasta niejeden serial kryminalny. Ostatnie dwa dni troszkę nam wyjaśniły, ale postawione zostały rzecz jasna i kolejne pytania.

Po pierwsze, sprawy Itagakiego i reszty pracowników wyglądają na dwie, zupełnie niezależne kwestie. Ten pierwszy domaga się wypłacenia mu zaległych należności za Dead or Alive 4. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że przez strony przedstawione zostały dwa podobne, ale różniące się zasadniczą kwestią dokumenty. W złożonym przez ekscentrycznego twórcę bowiem jest czarno na białym napisane, że bonusy się mu należą, natomiast Tecmo pokazało to samo z drobną różnicą - wedle ich wersji, nie są dłużni Itagakiemu ani jena. W tej sytuacji któraś ze stron na pewno mija się z prawdą i coś mi mówi, że jest to firma.

Ogólny pozew pracowników zaś, o którym też pisałem wygląda jednak nieco inaczej. Złożyły go rzeczywiście jedynie dwie osoby i nie w imieniu całej reszty, a po prostu jeśli ich przypadki zostaną na ich korzyść rozpatrzone to i reszta może na to liczyć. Chodzi bowiem o felerne nadgodziny. Jak się okazało, do lutego na czele związków zawodowych stała postać wybrana przez prezesa, nie odgrywająca absolutnie żadnej roli. Osoba ta nie reprezentowała interesu pracowników, a co więcej podpisała kilka mocno podejrzanych dokumentów. Między innymi w imieniu wszystkich zatrudnionych zgodę na nadgodziny, a także na nienormowany czas pracy, co w efekcie wiązało się z darmowym przesiadywaniem w firmie po godzinach. Co ciekawe, na dokumentach widnieje pieczątka, że decyzje te przegłosowane zostały w wyborach wewnętrznych, chociaż nic takiego nie miało miejsca. Dopiero w lutym tego roku demokratycznie wybrany Ozawa postanowił coś z tym zrobić. Prezes firmy tłumaczy się, że zmarły już założyciel Tecmo kazał wybrać na czoło związków reprezentanta samemu. Trzeba przyznać, że to kiepski sposób na uniknięcie odpowiedzialności i jeśli tylko uda się udowodnić przekręt związany z papierami - będzie ciężko. Z Tecmo oczywiście. Chociaż zdają się być oni w niezłych humorach, ponieważ wysyłają zachodnim dziennikarzom oświadczenia, że powinni oni czekać na ekscytujące, nowe gry. Pewno, będą je kolportować zza krat.



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (środa, 18 czerwca 2008, 18:47)

Po ostatnich wydarzeniach, znajdujące się pod ogromną presją Tecmo zamknęło usta Itagakiemu, 10 czerwca składając odpowiednie podanie w sądzie, zgodnie z którym do rozpoczęcia procesu twórcy zabrania się:

  • wynoszenia, niszczenia lub przekazywania osobom trzecim informacji związanych z grami, ich rozwojem oraz funkcjonowaniem firmy
  • informowania za pomocą gazet, czasopism oraz internetu o nie ustalonych wewnątrz firmy decyzjach w sposób, jakby były ustalone oraz krytykowania stworzonych przez innych pracowników gier
  • wpływania w negatywny sposób na wizerunek i interesy firmy poprzez szkalujące oświadczenie w stosunku do osób trzecich
  • udzielania wywiadów na temat Tecmo oraz rozmów z prasą na temat tej firmy

Trzeba przyznać, że sytuacja się zaostrza, a japoński deweloper zdaje się mieć jeszcze więcej za uszami. Jak myślicie, jak jeszcze Tecmo męczyło swoich pracowników? Torturami?



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (wtorek, 17 czerwca 2008, 21:56)

thai_gina1

Sytuacja Tecmo wydaje się być już tragiczna. Na początek Itagaki, potem jego bliscy współpracownicy, a dziś na jaw wyszło, że tak naprawdę wszyscy zatrudnieni w korporacji, których reprezentują wewnętrzne związki zawodowe, złożyli pozew. O co poszło? Jak zwykle, o pieniądze. Firma podobno nielegalnie wdrażała swoich pracowników w tzw. nienormowany czas pracy, przy czym kończyło się to na przeszło 100 godzinach nadgodzin miesięcznie. Sytuacja taka przeszła już w Tecmo do porządku dnia codziennego, co oczywiście kłóci się z japońskim prawem pracy, ale i na to zręczni księgowi znaleźli sposób. W pozwie znalazła się bowiem także adnotacja odnośnie fałszowania w tej sprawie dokumentów.

Bardzo znamienne dla Japończyków jest to, że po jednym odważnym dalej ruszyła cała grupa. W chwili obecnej oficjele sprawdzają, czy Tecmo rzeczywiście złamało prawo pracy, ale wszystko na to wskazuje. Jeśli okaże się to prawdą, to twórcy wielu kochanych przez graczy serii będą mieli naprawdę poważne kłopoty. Miejmy nadzieję, że do seppuku nie dojdzie, ale jak wspominałem już wcześniej, chwilowo o nowych grach możemy raczej zapomnieć.



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (poniedziałek, 16 czerwca 2008, 12:43)

tokyocourt

Itagaki Tomonobu odszedł z Tecmo robiąc niemałą zadymę, ale firma później zapewniała, że jej szlagierowe serie są niezagrożone. Czuwać nad nimi miała drużyna dotychczasowych, oddanych pracowników, którzy wcześniej już Ninja Gaiden czy Dead or Alive współtworzyli. Japońska firma jednak się przeliczyła, ponieważ wedle plotek do odejścia z Team Ninja szykuje się kolejne kilkadziesiąt osób. W tym momencie raczej będą musieli zrewidować najbliższe plany, bowiem osoby odpowiedzialne za zrobienie z gier Tecmo hitów już nie będzie. Co ciekawe, nie będzie to po prostu odejście, ale każdy z twórców zapowiedział już pozwanie swojego ex-pracodawcy do sądu w sprawie niewypłaconych premii.

To jednak nie wszystko. Wedle japońskiego prawa, w przypadku firm, które notowane są na giełdzie obowiązuje zasada poinformowania o wpłynięciu pozwu w ich sprawie do wszystkich akcjonariuszy w ten sam dzień roboczy. Biorąc pod uwagę, że Itagaki swój pozew do sądu w Tokio złożył już 14 maja, a Tecmo ogłosiło ten fakt dopiero 2 czerwca, to firma spodziewać się może kłopotów. A my możemy chyba spokojnie przestać śledzić ich kalendarz wydawniczy - póki co, hitami nas nie obsypią.



kenner avatar
Autor: Aleksander Lemlich (piątek, 6 czerwca 2008, 23:30)

phoenix_wright_news

W starciu między Microsoftem a Alcatelem-Lucentem, w którym druga firma oskarżała pierwszą o naruszenie patentu dotyczącego kodowania ramek obrazu w Xboxie 360, wygrał ostatecznie gigant z Redmond. Zatem nici z odszkodowania w wysokości 419 milionów dolarów. Równocześnie sąd oddalił zarzuty Microsoftu o wykorzystanie przez paryską firmę 4 amerykańskich patentów. To już nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy obie firmy stanęły przed sobą na sali sądowej (zostały jeszcze 2 procesy). Ciekawe kto wygra następny (pierwszą sprawę przegrał Alcatel-Lucent, drugą - Microsoft).



lindberg avatar
Autor: Adrian Samborski (czwartek, 15 maja 2008, 12:55)

W 2006 roku mała spółka “Anascape Ltd.” z Texasu (ktoś z Was zna tę firmę?) pozwała Microsoft i Nintendo za naruszenie ich patentu, dotyczącego (najprawdopodobniej) pada 3D z funkcją wibracji (3D controller with vibration) z 2000 roku.

O ile firma z Redmond poszła na ugodę, Nintendo wytoczyło działa i rozpoczął się proces, który własnie zakończył się szokującym wyrokiem: gigant z Kyoto musi zapłacić 21 milionów dolarów odszkodowania firmie Anascape Ltd. Nintendo naruszyło patent produkując standardowe pady do GameCube’a, Wavebirda oraz klasyczne kontrollery do Wii (sprawa nie dotyczy Wiilota).

Nintendo zapowiedziało apelację.

Informację tę podaję za Kotaku , ale coś mi się w tym wszystkim nie zgadza.
Po pierwsze, Nintendo wypuściło pierwszy kontroller 3D wraz z N64 i Super Mario 64 (1996). Po drugie, Nintedo wypuściło wibrację do tegoż pada wraz ze StarFoxem 64 / Lylat Wars również w 1996 roku. A po trzecie, to Wavebird nie ma wibracji (świadomy zabieg Nintendo, by przedłużyć żywotność baterii).
A tak w ogóle, to po czwarte: co takiego mają pady od pierwszego Xboxa i GameCuba, czego nie miał kontroller od N64? Druga gałka? Ale przecież był już Dual Shock. Wbudowaną wibrację - to skąd w pozwie Wavebird?

Wygląda mi to na jakieś absurdy amerykańskiego prawa patentowego (i/lub nieścisłosci Kotaku). Tak czy siak, 21 milionów dolarów to dla Nintendo kwota pomijanla - pewno tyle wynosi akurat budżet reprezentacyjny Miyamoto, ale z drugiej strony, to ogromne pieniądze dla jakiejś cwanej firemki typu Anascape z Texasu.

A na przyszłość Nintendo radzę zatrudniać lepszych prawników. Może Phoenix Wright się przyda?



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (środa, 30 kwietnia 2008, 12:47)

4_61_013107_uk_terror_arrests

A o czym mowa? O premierze GTAIV oczywiście. BBC doniosło o incydencie, który wydarzył się w Wielkiej Brytanii w miejscowości Croydon wśród oczekujących na otwarcie sklepu Gamestation. Zdarzenie miało miejsce około 23.00, gdy ofiara przechodziła obok kolejki. Jeden z czekających, najwidoczniej zdenerowany, że ktoś przejdzie przed niego, wyciągnął nóż i oddał kilka pchnięć. Ofiara sama nie zgłosiła wypadku, zareagowały natomiast inne czekające osoby. Sprawca wciąż pozostaje nieznany. Cóż, środowisko graczy jest na tyle rozległe, że jak w każdym innym zdarzają się jednostki ułomne. Nie uważam jednak, że należy to łączyć tylko i wyłącznie z grami wideo. Przecież gdyby atakujący stał w kolejce po chociażby najnowszą część Harry’ego Pottera, cała historia mogłaby zakończyć się w podobny sposób. Na szczęście, poszkodowany po opatrzeniu został wypuszczony ze szpitala jeszcze w tą samą noc. Jaka z tego nauka dla nas? Na pewno nie wpychajmy się do kolejek. Moja nietolerancja dla tego typu zachowań nie jest tak głęboka, aby ugodzić kogoś nożem, ale jak widać na świecie istnieją znacznie mniej cierpliwe jednostki. Uważajcie.



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (wtorek, 29 kwietnia 2008, 19:59)

chettleburghA przynajmniej nie jest powodem, dla którego młodzież zasila szeregi organizacji przestępczych, zwanych potocznie gangami. Michael Chettleburgh, znany w USA badacz i pisarz związany właśnie z tym tematem mówi:

Jeśli rzeczywiście pójdziesz i spytasz się młodych członków gangów o 10 powodów, dla których do nich wstąpili to nigdy nie usłyszysz ich mówiących na temat wpływów hiphopu, gier wideo czy mediów.”

Nie wiem jak sytuacja wygląda w USA, ale w Japonii kilku moich znajomych znajomych zostało wciągniętych w relacje z prawdziwą yakuzą i bynajmniej nikt nie był na tyle głupi, żeby decydować się na to po przejściu 100 razy Yakuza od Segi.

To nie należy do głównych czynników, dlaczego dzieciaki wstępują do gangów

kończy Chettleburgh. Na pewno tak, w znanych mi kręgach przyczyną problemu była szeroko pojmowana ciężka sytuacja życiowa. Nie sądzę też, aby i któryś z Waszych znajomych zdecydował się na dołączenie do Pruszkowa po partyjce w GTAIV, grajcie spokojnie.