tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (środa, 3 grudnia 2008, 09:42)

2008-12-03-305

Japonia naprawdę solidnie wzięła się za walkę z piractwem. Niedawno informowaliśmy o aresztowaniach związanych z handlem R4 do DSa wraz z nielegalnymi grami, w międzyczasie doszło do kolejnych zatrzymań (wpadł menedżer szkoły świadczącej korepetycje), a tym razem oplakatowana została Akihabara. W tym roku wpadło już tam kilku Chińczyków, którzy na ulicy handlowali pirackim oprogramowaniem. Być może przybysze z Państwa Środka nie są zaznajomieni jeszcze z definicją słów prawa autorskie, co tokijskie władze starają się nadrobić. Wywiesiły kilka znaków, na których napisano w dwóch językach informacje o tym, że m.in. handel pirackim oprogramowaniem jest nielegalny i osoby dopuszczające się tego czynu zostaną aresztowane.

Niby nic, ale tak mi wpadło do głowy, że taka społeczna kampania przydałaby się może i u nas. Mieliśmy już billboardy o przemocy w rodzinie, pomocy niepełnosprawnym oraz wiele innych - może tak spróbować z własnościami intelektualnymi? Pokazywanie zabiedzonych deweloperów to może nie najlepszy sposób, ale odpowiednio przygotowana akcja byłoby chyba dobrym krokiem w stronę promocji legalności w Polsce. Jak myślicie, odniosłoby to jakiś skutek? A może macie inne pomysły na przekonanie rodaków do zaniechania torrentów?

[via AkibaBlog]



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (wtorek, 2 grudnia 2008, 17:25)

tprrea

MCV donosi, że strzelec Liverpoolu, Fernando Torres urządził w swoim domu aż 3 pokoje z konsolami. I nie chodzi tutaj o to, że wstawił sobie po jednej sztuce do sypialni, salonu i pokoju gościnnego. Piłkarz wydał aż 35,000 funtów, aby w każdym z pomieszczeń mieć ogromny, plazmowy TV, zaawansowany system kina domowego i oczywiście PS3 - wszystko w imię walki z kontuzją. Nie jest jednak fanbojem i 360 także nie pogardzi. Co więcej, noszenie pudełek z grą uznaje za niegodne i kupił 3 egzemplarze swoich ulubionych gier, w tym oczywiście Pro Evolution Soccer, GTAIV i Halo 3. Ha, gwiazdy to mają życie. Ośmielę się jednak stwierdzić, że są lepsze sposoby na wydanie ponad 100,000PLN. Można przecież za tyle kupić wszystkie limitowane DSy, jakie wyszły!



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (niedziela, 30 listopada 2008, 10:39)

china-internet460x276

Często fani MMO sprzeczają się z ich przeciwnikami co do tego, czy rzeczywiście da się dobrze grać w World of Warcraft jednocześnie nie będąc kosmitą i odżywiając się czymś innym poza czipsami i colą. Nie no, niby się da, ale warto czasami przytaczać przypadki skrajne, aby przypominać sobie, że umiar jest istotny i przesadne zmaniaczenie może prowadzić do zachowań, których sobie nie wyobrażamy nawet. Shanghai Daily donosi:

Sąd apelacyjny słyszał, że Hu był uzależniony od sieciowej gry Legend. Jego rodzice dali mu w marcu 2007 50,000 yuanów (ok. 16,000PLN) aby wspomóc jego biznes z owocami morza, ale on wydał wszystko na grę. Legend jest grą sieciową, gdzie gracze mogą kupować wirtualne bronie i wyposażenie za prawdziwe pieniądze.

Raport donosi, że Hu kupił 20 paczek czteroaminy (?) 14 lipca 2007 i zatruł swojego ojca Hu Minga następnego ranka. Jego ojciec został uratowany po interwencji pogotowia. Hu Ange kupił następnie jeszcze 45 paczek chemikaliów 20 lipca i zmieszał je z wołowiną 24 lipca. Oboje jego rodzice zostali otruci po zjedzeniu wołowiny na lunch. Matka Hu Ange’a błagała go o pomoc, ale on pozostał w swoim pokoju grając w Legend.

Zgroza. Oczywiście pozostaje kwestia, czy Hu był chory psychicznie wcześniej, czy to gry tak go zniewoliły. I nie szukam taniej sensacji, nie chcę Wam powiedzieć, że każdego ten los może spotkać. W końcu przy obecnej bazie graczy w różne MMO to statystycznie wśród nich i tak pewnie muszą znaleźć się mordercy. Ale i tak… straszne, nie?

[via Gamepolitics]



toread avatar
Autor: Piotr Gnyp (poniedziałek, 24 listopada 2008, 06:22)

O tak zwanych game face pisaliśmy już przy okazji jednej z reklam Ninja Gaiden II, teraz temat powraca. Powyższe wideo, autorstwa Robbie Coopera oryginalnie opublikowane na łamach New Yorl Timesa pokazuje twarze grających dzieci. To co pierwsze rzuca się w oczy, a w zasadzie uszy, to fakt, że z dużą dozą prawdopodobieństwa prezentowane gry są chyba źle dobrane pod wiek grających. Poza tym widzimy różne twarze. Sporo uśmiechniętych, trochę przestraszonych, ale to co jest w każdej z nich to ogromne zaangażowanie (czasami nawet nie mrugają!). Teraz już wiecie po co Sony i MS kamerki do ich konsol i co oglądają w ramach rozrywki zblazowani administratorzy Xbox LIVE i PSN.

Dzięki wszystkim, którzy nam to podesłali.



toread avatar
Autor: Piotr Gnyp (piątek, 21 listopada 2008, 00:05)
647D7716-9CF0-4437-B225-67EA4D301709.jpg

część uzależnionych od gier znajduje ukojenie w rolnictwie

Wietnam zawsze kojarzył mi się z miejscem, gdzie problemem jest opium. Przemyt, uzależnienie i takie tam. Okazało się, że nie tylko. Gamepolitics donosi, że narkotyki to nie wszystko. Są jeszcze gry!

Mimo, iż pierwsza gra pojawiła się w Wietnami dopiero 4 lata temu, gra w nią już sześć milionów ludzi, zwykle w wieku od 13 do 18 lat.
[...] wielu rodziców narzeka, że nie są zdolni odciągnąć swoich dzieci od komputera. “Leczenie” polega na rozwijaniu swojej osobowości poprzez branie udziału w pracach społecznych i innych aktywnościach [...].”

Cóż, zawsze można leczyć jeden nałóg drugim. Swoją drogą, ciekawe jak ma się analogiczna klinika w Amsterdamie. Mieście refleksji, poszukiwania siebie i wewnętrznego wyciszenia.



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (sobota, 15 listopada 2008, 17:19)

second-life-1

Znacie Second Life? Nawet jeśli PC służy Wam jedynie do odpalania Worda (i Polygamii), to pewnie słyszeliście kiedyś nazwę tego MMO, który opiera się po prostu na prowadzeniu swojego alter ego. SL daje duże pole do popisu i można tam naprawdę robić niemal wszystko, z zarobieniem całkiem realnych i całkiem sporych pieniędzy włącznie. Nie to jednak teraz jest najważniejsze. Ann Taylor, 28-letnia Angielka rozwodzi się ze swoim 40-letnim mężem, Davidem Pollard, gdyż ten zdradził ją w świecie gry komputerowej. No, może nie do końca…

To mogło zacząć się w sieci, ale istniało w zupełnie realnym świecie i bardzo boli. To on ostatecznie zdradził. Okłamywał mnie.

Aha, poznali się w sieci, ale potem zaczął się spotykać z jakąś panią również poza nią. Żeby wszystko było jasne, małżeństwo także nawiązało znajomość poprzez internet i grę. Czy to jednak nie jest po prostu zwykła kłótnia z grami w tle? Nie! David już wcześniej zdradził Ann, tym razem czysto wirtualnie:

Byłam wściekła - to tak bolało. Nie mogłam uwierzyć w to, co zrobił. Patrzyłam na ekran komputera i widziałam jego postać uprawiającą seks z kobiecą postacią. Z tego co wiem, to to jest zdrada.

Jejciu, jejciu. Była wściekła, bo parę zlepków pikseli jej męża zbliżyło się do paru zlepków pikseli innej kobiety? To już zakrawa na absurd. Jakoś nie mogę się zmusić do współczucia. To jednak nie koniec. W międzyczasie Ann wynajęła Second Life‘owego detektywa, który śledził Davida i działy się inne kretyństwa. Jak rozstanie kwituje sam zdrajca?

Amy nigdy nic nie robiła w domu. Ona po prostu ciągle grała w World of Warcraft. Gdy chciałem spędzić z nią czas musiałem zapytać, ale zawsze to był dla niej zbyt duży problem aby oderwać się od gry i pobyć ze mną, więc całe to małżeństwo to był żart.

Dobra żart tynfa wart. Ostatecznie para związała się z innymi nerdami i wygląda na to, że im dobrze. W tym miejscu przychodzi jednak czas na refleksję - czy aby na pewno, zostawiając już same gry w spokoju, nie powinno się takich przypadków leczyć?

[via Time]



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (wtorek, 11 listopada 2008, 17:56)

112320010

Jako, że dziś dzień wolny od pracy, to przynajmniej większość z Was zapewne wypoczywa. W jaki sposób? Skoro czytacie Polygamię to bardzo prawdopodobne, że właśnie przed konsolą. W serwisie Inside ukazały się wyniki ankiety, w której zapytano Japończyków jak chcieliby spędzić swój najbliższy dzień wolny. Wyniki podzielono na mężczyzn i kobiety, ale czołówka odpowiedzi była niemal identyczna. Zdecydowana większość, bo aż prawie 70% osobników płci brzydszej i ponad 70% tej ładniejszej ma ochotę na dwie rzeczy - granie w domu w gry oraz oglądanie w domu telewizji, filmów czy słuchanie muzyki. Dalej mamy czytanie w domu, zakupy, wyjście do kina oraz przeglądanie zawartości internetu z domowego komputera. Poza czytaniem w wykonaniu kobiet żadnej kategorii nie udało się jednak przekroczyć 50%. Wycieczki, jedzenie w restauracji czy sport są daleko w tyle, nie mówiąc już o takim pachinko czy wyjściu na ryby - te zajęcia dostały ledwo kilka procent. Czyli jednak (prawie) każdy chce sobie na tej konsoli w spokoju pograć. To jednak nie koniec badań, pojawiło się jeszcze pytanie o miejsce, w którym Japończycy najbardziej chcą chwycić pada (czy też może joystick?) w ręce. 3/4 kobiet uwielbia to robić w salonie, podczas gdy u mężczyzn najczęstszą odpowiedzią był swój własny pokój - 60%. Dalej w kolejności (około 20%) mamy wszelakie środki komunikacji (z DSem oraz PSP oczywiście) oraz wizyty u znajomych. Skąd to domatorstwo? Inside pisze o oszczędzaniu i tym, że wychodząc z domu generalnie wydaje się więcej. No nie da się ukryć. Biorąc pod uwagę obecnie niepewną sytuację lepiej trochę zaoszczędzić, niż potem obudzić się z ręką w nocniku. Inna sprawa, że gier też za darmo nie rozdają.

Nie padło jeszcze jednak podstawowe pytanie - co Wy robicie na wolnym? Wzięliście wczoraj urlop i przez cały długi weekend katujecie swoje wielkie LCD? Wyjechaliście gdzieś z dziećmi? A może po prostu nic Wam się nie chce i leżycie plackiem? Napiszcie, porównamy się z narodem KKW.



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (środa, 29 października 2008, 21:42)

Ten krótki, 30-sekundowy spot wyborczy Barracka Obamy jest dowodem przede wszystkim na jedną rzecz - Wii to powszechnie obecny w amerykańskich umysłach fenomen popkulturowy. Czy może być inaczej, skoro kandydat obok kanapy i komputera właśnie ten kontroler wymienia jako przeszkodę w pójściu na głosowanie? Jeśli przypadkiem posiadacie prawo wyborcze w USA pamiętajcie - odkładamy konsole i do urn!



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (środa, 29 października 2008, 10:02)

00845837

Jeszcze jakiś czas temu wielokrotnie mówiło się o zagrożeniu związanym z nieodróżnianiem fikcji od rzeczywistości wśród fanów gier wideo i co za tym idzie, odstawianiem takiego Burnouta na żywo. Szczerze mówiąc nigdy nie widziałem tak agresywnego zachowania na drogach i samego mnie też nigdy nie kusiło odegranie scenki z gry swoim samochodem (no ok, może raz…). Są jednak wciąż ludzie bez wyobraźni i tym właśnie popisała się 14-letnia uczennica gimnazjum z Osaki. Małolata wzięła auto od tatusia i prowadząc jak szalona przejechała 58-letniego rowerzystę, którego następnie pociągnęła 180 (!) metrów za samochodem. Można powiedzieć, wypadek jakich wiele. Oto jednak jak skomentowała całe zdarzenie przed policją sprawczyni wypadku:

Miałam pewność siebie jeśli chodzi o sterowanie pojazdami w grach, więc chciałam też sprawdzić jak to jest naprawdę. Szczerze powiedziawszy, w ten dzień po raz pierwszy prowadziłam samochód.

Ech, no tak to jest. Zawsze znajdzie się jakaś czarna owca, która zastępuje brak wyobraźni głupotą i źle pojętą odwagą - i o tym powinna przede wszystkim powiedzieć nieletnia, a nie o grach. Co, może jeszcze jakiś pozew do dystrybutorów? Że w grze inaczej niż w rzeczywistości?



emiel avatar
Autor: Beniamin Durski (poniedziałek, 27 października 2008, 13:39)

Zgodnie z przyrzeczeniem wybrałem się do Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu i pstryknąłem kilka fotek obrazujących, jak wygląda cała wystawa. Całość robi pozytywne wrażenie, choć bardziej przypomina czyjąś prywatną kolekcję, niż wystawę. Mi odrobinkę zabrakło multimedialności, bo o ile ciekawiej by było gdyby przynajmniej część eksponatów została zaprezentowana w grywalnej formie. Z największych ciekawostek to strzelałbym w Virtual Boya. Przy okazji od poniedziałku w związku z wystawą ruszy konkurs, gdzie nagrody ufunduje SCEP oraz Nintendo. Po szczegóły odsyłam tutaj. Ogólnie troszkę statycznie wyszło, ale bardzo cieszy mnie sama inicjatywa i chętnie wydam kolejne 5 zł, gdy będzie kolejna taka wystawa.

AKTUALIZACJA: Zapomniałbym, obejrzyjcie wszystkie fotki, bo warto zobaczyć jak chlubnie reprezentowane było PS3!



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (piątek, 24 października 2008, 23:42)

Dość krętymi ścieżkami chodzą czasami myśli psychologów, znawców wszystkiego, a najbardziej elektronicznej rozrywki. Brandon Crisp, 15-letni chłopak z małej miejscowości w Kanadzie uciekł z domu po tym, jak rodzice zabrali mu jego Xboxa 360. Poszukiwania prowadzone na lądzie oraz w powietrzu nie przyniosły póki co żadnych rezultatów. Co zostało obwinione? Oczywiście gry. Chłopak był podobno uzależniony od Call of Duty 4 - tak przynajmniej sądzi jego ojciec (który biernie przyglądał się, jak potomek gra w tytuł nie dla niego przez dłuższy okres czasu, brawo). Zaprzęgnięto oczywiście też mądre głowy, w tym przypadku psychologa dr Ken Marka, który wypowiedział się na temat gier w następujący sposób:

Po prostu siedzisz wpatrując się w ekran i inne części twojego mózgu w ogóle nie są ćwiczone. Dziecko może być świetne w te gry, ale nie będzie dawało sobie rady z ułamkami na matematyce. (…) Prawdziwym niebezpieczeństwem grania w gry wideo jest to, że dziecko nie jest w stanie odróżnić rzeczywistości od fikcji. Wpadają w pułapkę, w której myślą, że skoro to co robi bohater jest fajne i OK to tak samo musi być dla nas w realnym życiu.

No dobra. Tylko… Jakby nie widzę związku. Chłopak uciekł z domu, przykra sprawa, natomiast nie zrobił póki co nikomu nic złego, więc co ma nieodróżnianie fikcji od rzeczywistości w CoD4 związanego z jego zachowaniem? Co ma piernik do wiatraka, do licha? Dajcie już tym grom spokój, wiemy, że są niebezpieczne.



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (środa, 22 października 2008, 23:28)

52

Badania nad graczami już nikogo nie dziwią i z pewną regularnością publikujemy na naszych łamach wyniki takich, które stawiają nas w pozytywnym świetle. Bo innych nie możemy znaleźć, serio. Tym razem IGN Entertainment oraz Ipsos Media CT wzięły na tapetę temat z cyklu, czy gracze są socjopatami i nie wychodząc z domu ślęczą godzinami przed telewizorem. Odpowiadając w skrócie - nie są i niekoniecznie ślęczą. A czego dokładnie udało się dowiedzieć? 55% graczy jest żonatych, a 48% już doczekało się potomstwa. To niemal dokładnie tak, jak wśród redaktorów Polygamii - większość ma stałe kobiety, mniejszość ma dzieci. I chociaż spędzamy 5 godzin tygodniowo więcej w internecie (niż niegracze), 2 godziny więcej słuchając muzyki oraz 2 oglądając filmy, to i tak jesteśmy bardziej społecznie zaangażowani, ergo, bardziej aktywni. O 13% więcej graczy chodzi do kina, 11% więcej uprawia sport, a 9% więcej chodzi na imprezy ze znajomymi. W każdym przypadku robimy to częściej niż ci, którzy nie sięgają po pada.

Co ciekawe, także zarabiamy więcej. Średni roczny przychód rodziny gracza to 79,000$, co stanowi sporą różnicę w stosunku do 54,000$ niewtajemniczonych.

Wnioski? Pierwsze co się nasuwa to fakt, że doba posiadacza konsol trwa zdecydowanie dłużej niż 24 godziny. Coś w tym może jest.



emiel avatar
Autor: Beniamin Durski (środa, 22 października 2008, 01:13)

41

Taki skarb i to na moim rodzimym podwórku. Muszę powiedzieć, że byłem bardzo zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu przygotuje wystawę o konsolach i komputerach. Cytując z erdid.pl:

Redakcja retroage.net przy współpracy z Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu ma przyjemność serdecznie zaprosić wszystkich na wystawę pt: „Elektroniczna rozrywka dawniej i dziś – pierwsza polska wystawa konsol i komputerów”.

Wystawa rozpocznie się 24 października o godzinie 18:00 tego roku w nowym budynku Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu przy ulicy Muzealnej i będzie trwała do końca listopada 2008 roku.

Przygotowaliśmy ponad 60 konsol i komputerów, a także ponad 280 różnego rodzaju akcesoriów, które pojawiły się na rynku w ostatnich trzydziestu latach. Wśród eksponatów znajdują się elementy trudno dostępne lub takie, które w ogóle nie pojawiły się na europejskim rynku.

Naprawdę super i o ile znajdę tylko chwilę czasu to na pewno się wybiorę i mam nadzieję, że Wy (przynajmniej Ci mieszkający niedaleko) również. Liczę, że idea nie upadnie po jednej wystawie i pomysł ten będzie rozwijany, bo przecież każdy sposób promowania elektronicznej rozrywki jest dobry.

PS
Jeśli będzie taka możliwość to na pewno pojawi się kilka fotek dla tych, którzy mieszkają za daleko.

[via Gralejdoskop]



tapchan avatar
Autor: Jakub Tepper (niedziela, 5 października 2008, 20:40)

j360g

Słyszeliście kiedyś o petycjach, które internauci organizują w różnych sprawach? Pewnie tak, sprawa nie ominęła też konsolowego poletka i wielokrotnie proszono o różne wznowienia tudzież kontynuacje. Deweloperzy, a zwłaszcza sprawnie liczący pieniądze wydawcy pozostawali z reguły głusi na takie prośby, ale mimo to duch w narodzie nie ginie. Zwłaszcza japońskim. Na blogu Hatimaki pojawiło się krótkie podsumowanie tego, na co najbardziej liczą i o co proszą posiadacze konsoli MS w KKW. Najpopularniejsza prośba to oczywiście (?) przeniesienie Monster Huntera 3 na 360. Realne? Raczej wątpliwe, ale prawie 1000 osób (to w skali strony dużo) bardzo na to liczy. Poza tym chcieliby ujrzeć porty takich gier i serii jak Final Fantasy (z XIII włącznie), Metal Gear Solid, Sakura Taisen, Ryuu ga Gotoku (Yakuza), Valkyria Chronicles, Tekken 6 czy nawet Gyakuten Saiban (Phoenix Wright). Nie brakuje też entuzjastów serii Shenmue oraz 007 Goldeneye z N64 - XBLA wydaje się do zwłaszcza do tego ostatniego idealne. Chociaż ilość osób podpisujących się pod każdym z tytułów jest raczej śmieszna, to może jednak dla MS powinna to być jakaś wskazówka? Gdyby zadziałali według takiego planu, to niewykluczone, że nie tylko na jeden miesiąc udałoby im się pokonać PS3. Wciąż jednak prawdopodobne jest, że na TGSie Sony ogłosi programową wsteczną kompatybilność swojej konsoli i to może dość mocno osłabić pozycję 360 w KKW. Niech jednak walczą, nigdy nie byli tak blisko i długo już mogą nie być. PS2 w konwulsjach, PS3 wciąż w pieluchach, Microsoft ma swoją szansę, niech jej nie zmarnuje.



kenner avatar
Autor: Aleksander Lemlich (czwartek, 2 października 2008, 23:10)

pong_arcade_0

Naukowcy z Nottingham Trent University razem z National Media Museum w Bradford mają zamiar utworzyć, jak sami mówią, pierwsze “oficjalne” brytyjskie archiwum gier wideo. Przedsięwzięcie ma na celu udokumentowanie gier, od Ponga aż po współczesne hity. Wszelkie eksponaty (gry, konsole, cartridge, itp.) miałyby znajdować się w National Media Museum w Bradford, w hrabstwie West Yorkshire.

To naprawdę pocieszające, że ktoś patrzy na elektroniczną rozrywkę jak na prawdziwe dziedzictwo kulturowe, równie istotne jak inne dokonania naszej cywilizacji. Cały projekt zostanie uruchomiony jeszcze w tym miesiącu, podczas festiwalu GameCity 3. Ciekawe, czy i my doczekamy się kiedyś takiego archiwum (nie, Muzeum Techniki w Pałacu Kultury się nie liczy!).