|
Autor: Jakub Tepper
(poniedziałek, 29 września 2008, 17:04)
![]() Ile się sprzedaje największych hitów na konsole w Polsce? 10, 15 tysięcy? To chyba optymistyczne założenia. A w Anglii policjanci znaleźli ciężarówkę z aż 16,000 skradzionych kopii Brothers in Arms: Hell’s Highway oraz kilkoma innymi grami. Całe szczęście, że trefny towar udało się przejąć. Gorzej, że złodzieje… odzyskali swój łup. Wdarli się na obiekt policyjny i po prostu odjechali z zawartością samochodu. Co prawda samo auto się odnalazło, ale gry poszły w świat. Brytyjska policja monitoruje m.in. aukcje internetowe, więc uważajcie, coby jeszcze Wam się jakieś podejrzenie nie trafiło przypadkiem. Angielskim służbom porządkowym gratulujemy zaś skuteczności, jak dobrze pójdzie, to w przypadku gier wideo będą mieli ją na poziomie nie 100%, lecz 200%. Dobrze, że nasz Maciu dostał kopię recenzencką od dystrybutora… zdołał kupić swój egzemplarz. [via The Sun]
Autor: Jakub Tepper
(sobota, 27 września 2008, 12:52)
![]() Czasami w wirze narzekania na zaściankowość i ogólną biedę w naszym kraju związaną m.in. z rynkiem elektronicznej rozrywki, zapominamy, że są świecie miejsca takie, jak Korea Północna. Miejsca, gdzie o prawach człowieka nikt nie słyszał nawet, gdzie prąd jest dla wybranych i gdzie od małego każdy obywatel wie, że winnym całego zła na świecie jest G. Bush. Ostatnio obejrzałem zresztą emitowany na naszym ulubionym kanale TVN24 reportaż, który ukazywał okrucieństwa tam się odbywające (nawet jeśli to trochę “dokument sensacyjny”, to i tak gorąco polecam) co potęguje jeszcze wrażenie groteskowości północno-koreańskich salonów gier. Powyżej macie małą próbkę, pełen fotoreportaż znaleźć możecie zaś tutaj. Zdjęcia są raczej unikatowe, ponieważ wjazd (a potem wyjazd) z tego kraju nie należy do łatwych, więc tym bardziej zachęcam do zapoznania się. Poza tym jeszcze na flickrze możecie zobaczyć, w co bawią się tamtejsze dzieci na letnich obozach. W przypadku tego kraju śmiech może nie jest najlepszą reakcją, natomiast warto docenić to, co mamy u nas.
Autor: Piotr Gnyp
(piątek, 26 września 2008, 11:51)
Kiedy serwisy informacyjne zaczęły pisać i mówić o masakrze w Finlandii, stwierdziliśmy, że kwestią chwili jest, aż w którymś materiale o tym wydarzeniu pojawią się gry. No i proszę, nie trzeba było długo czekać. Dzisiaj na gazeta.pl czytamy: Sprawcy dwóch szkolnych masakr zabijali razem w internecie.
Chciałem tu już napisać o tym, czy może nie warto by było sprawdzić, czy przypadkiem koleś nie oglądał brutalnych filmów itd, ale parę akapitów niżej zobaczyłem, co następuje:
Jeżeli ktoś po czymś takim odesłał go do domu, zamiast na badania psychiatryczne, to faktycznie - całą winę ponosi Battlefield 2 Dzięki, Matriks, spaceman.
Autor: Jakub Tepper
(poniedziałek, 22 września 2008, 20:01)
Tradycyjne gry randkowe już raczej nikogo nie dziwią - oswoiliśmy się, że tego typu dziwactwo w Japonii istnieje i tyle. Serwisy społecznościowe to już nie tylko Japonia i np. Mixi, ale także cała masa tego typu portali w Polsce, żeby przytoczyć tylko jeden, który pozwala pochwalić się przed dawnymi znajomymi z małej miejscowości, że jeździmy Lexusem, a na lunch nie tykamy nic prócz trufli. Wciąż jednak nikt nie spróbował połączyć tych dwóch, popularnych dziedzin. Jeśli myślicie, że będziecie pionierami, to niestety nie mam dobrych wieści. W Japonii właśnie pojawił się WebKare (WebChłopak). Z pozoru to prosta, wyświetlająca się w przeglądarce aplikacja, gdzie po wybraniu jednego z czterech lowelasów (póki co istnieje tylko wersja dla kobiet i gejów) spędzamy czas na podziwianiu jego wdzięków i rozmowie. Jeśli jednak bardziej się zgłębić w zawartość serwisu to wyjdzie na jaw, że autorzy pozostawili otwartą funkcję do wzajemnego (re?)socjalizowania się użytkowników. Ba, aby podbić serce wybranka potrzebna będzie koegzystencja z innymi, spotykanie się z chłopakami innych osób i tak dalej. Poza tym możemy pisać także swojego mini bloga czy zapisywać wybrane wspomnienia z gry na serwerze. Twórcy serwisu są dość tajemniczy i nie zdradzają co dalej się wydarzy, do czego ostatecznie prowadzi rozgrywka i jak ten cel osiągnąć. ![]() Do WebKare w przeciągu 5 dni zalogowało się przeszło 10 tysięcy użytkowników, którzy wyklikali ponad 3.500.000 odsłon strony. Jako, że to sprawa zupełnie świeża, to trudno mówić jeszcze o nowym szaleństwie, ale to ma szanse się sprawdzić oraz dalej rozwinąć. Powstanie odpowiednika na komórki wydaje się kwestią czasu, podobnie jak edycja dla heteroseksualnych mężczyzn. Co o tym sądzicie? Myślicie, że w obliczu serwisów istniejących w Polsce, których formuła chyba lekko się przejadła, to jest kierunek, gdzie ta dziedzina pójdzie dalej? Nie musi być to oczywiście serwis polegający jedynie na randkowaniu z wirtualną postacią, ale… Ja w sumie nie mam nic przeciwko, bo nawet jeśli taką pokrętną drogą ludzie mieliby dowiadywać się co to gry i w ten świat wchodzić, to jestem na tak. To jak, to jedynie kolejna, dziwaczna japońska moda, czy też pierwsze symptomy tworzenia się nowego fenomenu?
Autor: Aleksander Lemlich
(sobota, 20 września 2008, 19:57)
Tap-chan pisał wczoraj o tym, że gry obecne są w życiu praktycznie każdego młodego Amerykanina. Tym samym obalony został mit gracza jako osoby kompletnie aspołecznej. Dziś przyszedł czas na kolejny, ciekawy raport - badacze z University of Southern California, Palo Alto Research Center, oraz University of Delaware w Newark sprawdzili 7000 osób grających w EverQuest II pod kątem ich kondycji fizycznej i mentalnej.
Autor: Jakub Tepper
(piątek, 19 września 2008, 23:31)
![]() Dość ciekawy jest wynik badań przeprowadzonych na grupie dzieci przez Pew Internet & American Life w USA. Wśród młodych w wieku od 12 do 17 roku życia, gra aż 97% ankietowanych. Wśród dziewczyn po pada sięga 94%, natomiast robi to niemal każdy chłopak - aż 99%. Nie zamykają się oni jednak w domach pożerając czipsy zapijane colą w samotności, ponieważ 76% przyznało się do wieloosobowego grania, a aż 65% robi to przebywając w jednym pokoju. Ergo, nie po sieci, rozwijając normalne stosunki międzyludzkie.
Tak ankietę skomentowała Amanda Lenhart, która ją przeprowadzała. I tak to właśnie wygląda, już nie ma co się zastanawiać przecież, czy gry są dobre czy złe. One po prostu są w życiu każdego młodego człowieka, tak samo jak książki czy muzyka. Jeśli więc przypadkiem trafiłby tu rodzic, który jeszcze zabrania w zupełności swojej pociesze grać, to niech lepiej uważnie przeczyta wyniki. Chyba nie chce, żeby to jego maluch stanowił 1% odmienności, która uznawana będzie przez ogół za kosmitę. Gry też mogą być mądre, a przynajmniej niegłupie.
Autor: Jakub Tepper
(sobota, 6 września 2008, 15:00)
![]() Oasis to ostatnio jeden z moich ulubionych zespołów i z tym większym niesmakiem czytałem jakiś czas temu, że jeden z braci Gallagherów, Noel, wypowiadał się na temat rzeczywiście złego wpływu gier wideo na młodych ludzi, kształtując w nich znieczulicę. To jednak nic w porównaniu do tego, co udało mu się ostatnio powiedzieć przy okazji promocji nadchodzącej płyty, w krótkim fragmencie rozmowy o Guitar Hero:
OK, póki co jest dobrze. Zaraz jednak dodał:
Ja nie wiem.
Autor: Jakub Tepper
(sobota, 6 września 2008, 14:44)
![]() Sprawa tajskiej listy gier niebezpiecznych ucichła, podobnie jak ta związana z morderstwem taksówkarza. Okazuje się jednak, że azjatyccy politycy nie tracili czasu, tylko przechodzili zapewne każdą z pozycji, które wybrali i szykowali się do ustalenia werdyktu. W końcu ujrzał on światło dzienne, będąc jednym z większych kuriozów w historii tego typu zagrywek. 5 gier, których nie możecie kupić na wczasach w Bangkoku to: Hitman, 300, Killer 7, Hitman: Blood Money oraz 50 Cent - Bullet Proof. Co to, przepraszam, ma być? Poprzednio na liście dominowało GTA, bezpośrednio związane z przypadkiem morderstwa, oraz Manhunt. Co się stało z tymi wyznacznikami poziomu przemocy we współczesnej rozrywce elektronicznej? Nic, nadal każdy może je nabyć w przeciwieństwie do Killer 7, którego psychodeliczny kilmat może spowodować niebezpieczeństwo w postaci morderstw, rozrób, ale także zapewne kiły, rzeżączki i sraczki. Śmieszne.
Autor: Jakub Tepper
(poniedziałek, 18 sierpnia 2008, 14:17)
![]() Temat graczy zawodowych nie jest już nam obcy i większość z nas zdaje sobie sprawę, że w Azji czy Stanach Zjednoczonych istnieją osobnicy, którzy grają za pieniądze, czerpiąc z tego nienajgorsze zyski. W Korei bardzo popularny jest Starcraft, w USA zaś z gier konsolowych najwięcej zarobić można na Halo. Blake Peebles ma jednak inny pomysł na życie i postanowił w wieku 16 lat rzucić szkołę, aby zawodowo zająć się graniem w Guitar Hero. Należy dodać, że nie jest on sierotą, lecz pozwolili mu na to jego własni rodzice. Postawili co prawda warunek, że naukę kontynuować będzie w domu, natomiast czy to nie lekka przesada? Ja rozumiem boom na plastikowe gitary i wszystko co z nimi związane, szczególnie w USA, natomiast zarabianie na hicie Activision to już chyba przesada. Tym bardziej, że tak naprawdę, jak możemy wyczytać, na Guitar Hero kokosów zbić się nie da. To, że chłopak jest dobry nie znaczy wcale, że od razu powinien przerzucać się na profesjonalizm. Nieodpowiedzialność rodziców? Na pewno też. Droga młodzieży, nadmierny liberalizm nie prowadzi tak naprawdę do niczego dobrego, jeśli nie jest poparty solidną bazą, np. wykształceniem. Niech chcę zabrzmieć jak zagrzybiały ramol, natomiast nie wyobrażam sobie, żeby mój syn po osiągnięciu nawet 16 lat był w stanie mnie wybłagać o rzucenie szkoły dla grania. A Twój?
Autor: Jakub Tepper
(piątek, 15 sierpnia 2008, 10:58)
![]() Co to takiego japońskie lwy? Tak z naszą grupą znajomych nazwaliśmy chłopców i mężczyzn takich, jak na powyższej okładce. Dlaczego? Ano bujne fryzury a’la Cloud to jedno, natomiast ich często ulubiony sposób spędzania czasu to inna bajka. Wielokrotnie krążą oni po centrach dużych miast, w najbardziej zaludnionych miejscach, paradując jak, nie przymierzając, lwy na wybiegu. Men’s Egg to jedno z czasopism do nich skierowanych, a w ostatnim jego numerze wyczytać możemy, że poza szlajaniem po mieście lubią oni także grać. W co najbardziej? W Winning Eleven (PES), takiej odpowiedzi udzieliło co 3 lwiątko (34%), na następnym miejscu jest Mario Kart (17%), trzecie okupuje zaś Three Kingdoms (6% - chodzi tutaj o Dynasty Warriors lub Sangokushi Taisen, karciankę w podobnych klimatach). Jeśli chcecie się dowiedzieć o nich więcej, tutaj znajduje się więcej wyników. Ot, na przykład ulubiony napój czyli Cola, oraz przekąska - chipsy. To teraz już znam ich tajemnicę na utrzymanie tak gęstych i silnych włosów.
Autor: Jakub Tepper
(piątek, 15 sierpnia 2008, 10:43)
![]() Takie słowa mógł usłyszeć obywatel St. Louis, który skradł konsolę z sieci EB Games. Z reguły o takich wypadkach nie piszemy, ale ten mnie całkiem rozbawił. Złodziejaszek wszedł do sklepu i wziął do ręki konsolę. Następnie udał się do lady, gdzie wyciągnął mały pistolet i powiedział sprzedawcy, że jego rodzina jest przetrzymywana jako zakładnicy, a sposobem na ich uwolnienie jest przekazanie porywaczom PS3. Na koniec pomysłowy zbir zażyczył sobie wezwania policji do rodziny będącej w opałach i zbiegł. Napad stulecia!
Autor: Jakub Tepper
(niedziela, 10 sierpnia 2008, 11:29)
![]() Głupota oskarżania GTA o zło całego świata sięgnęła zenitu. O ile sprawa tajskiego mordercy taksówkarza jest jeszcze dość kontrowersyjna, tak wiadomości płynące z północnej Szwecji potraktować można jako żart i nic więcej. Gert Axelsson, który opiekuje się parkiem w Lulea ma dość zniszczonych przez wandali roślin. A czego to wina?
No i wszystko jasne. Koniec z tłumaczeniem, że zupa była za słona. Teraz jest bo grał w GTA.
Autor: Jakub Tepper
(piątek, 8 sierpnia 2008, 14:19)
![]() Często wypowiedzi na temat gier ludzi niezwiązanych z naszą branżą potrafią rozbawić. Randy Orton, jeden z młodych wrestlerów WWE zdaje się jednak wiedzieć o czym mówi. Przy promowaniu Smackdown vs Raw 2008 w Anglii wypowiedział się, że chce więcej brutalnych gier, bo jak to ujął brutalność się sprzedaje. Porównał choćby Chłopców z ferajny Scorcese do GTA stwierdzając, że to drugie to tylko bajeczka. Jeśli zaczniemy porównywać świat gier do filmów, to rzeczywiście tak jest. Przecież żaden Manhunt nie dorasta do pięt w sumie Pile czy Hostelowi, nie mówiąc o dziełach pokroju Cannibal Holocaust czy azjatyckich pseudo-snuffach. Randy zwrócił też uwagę, że brutalność gier to nie jest problem dla zafrasowanych rodziców, którzy często nie wiedzą, że ich dzieci oglądają South Park. I tutaj też się zgadzam, że w kwestii obyczajowości amerykański serial może małym dzieciom, podchodzącym bez dystansu do oglądanego obrazu, wyrządzić sporo krzywdy. Ot, skopiowanie zachowania Cartmana, który w oczekiwaniu na Wii postanowił się zahibernować nie wyszłoby im pewnie na zdrowie. Na drugim biegunie mamy kandydata na fotel prezydenta USA, Baracka Obamę, który na pytanie w jaką grę ostatnio grał, odparł:
To znaczy chyba tyle, że w przypadku objęcia przez niego stanowiska, obniżenie podatków dla deweloperów nie będzie priorytetem. Raczej nie. Zastanawiać się też można, co na to pytanie odparłby nasz najdroższy pan prezydent Kaczyński.
Autor: Jakub Tepper
(środa, 6 sierpnia 2008, 20:58)
![]() Z czym kojarzy się Tajlandia? Ostatnio wielu z seksturystyką, niektórym z upałami i duchotą, jeszcze innym z pysznym i diabelsko ostrym curry. Od dziś możemy do tej listy dopisać kuriozalne rozporządzenia rządowe związane z grami wideo. Jak donosi azjatycki CNET, Tajskie Ministerstwo Zdrowia (sic!) sporządziło listę 10 niebezpiecznych gier. Prezentuje się ona następująco:
Cóż, powiedziałbym, że polecieli po standardzie. Przeważają pozycje gangsterskie, których akcja ma miejsce w wielkich miastach, dodatkowo nie zabrakło wątków mitologicznych. No i wisieńka na torcie - dzieło Sudy51. Cała akcja powiązana jest z zatrzymaniem przestępcy, który obrabował i zabił taksówkarza, a następnie tłumaczył się, że chciał jedynie odtworzyć sceny z ostatniego dzieła Rockstar. Zresztą sprzedaż GTAIV została w Tajlandii już wstrzymana. Rozumiem, że społeczeństwo i rząd do sprawy podeszły poważnie, natomiast nie wiem, czy od dobrej strony. No chyba, że sporządzenie listy do dopiero pierwszy krok akcji uświadamiającej Tajom czym są gry dla dorosłych. Na przykład, że są… tylko dla dorosłych.
Autor: Piotr Gnyp
(wtorek, 8 lipca 2008, 15:01)
Arabia Saudyjska nie ma lekko. Dość powiedzieć, że kraj ma mały problem z terrorystami. Jak donosi “The Times”, na przedmieściach stolicy powstało centrum resocjalizacji, które ma pomóc wychodzącym z więzienia powrócić na łono społeczeństwa. Sama idea niby i szczytna, ale diabeł siedzi w szczegółach.
Żyć nie umierać. Złe uczucia taki terrorysta wyrazi na lekcjach rysunku, pan psycholog wyjaśni mu, że mordowanie niewinnych ludzi jest be, na deser małe szkolonko z prawa islamskiego i zasad Jihadu. Na koniec ciężkiego dnia rozgrywka w GTA i w ramiona narodu wraca nowy, wspaniały człowiek. Nie wspomniano tylko czy chodzi o PS2, czy PLAYSTATION 3. No ale zakładam, że do ośrodka z basenami i bajerami starszej wersji nie wypada wstawiać. Dzięki, Beeth. [via GW]
|
|