|
Wrażenia: Savage Moon
Autor: Beniamin Durski
(sobota, 18 października 2008, 19:50)
Savage Moon to jeden z ultra tajnych projektów Sony, który został po raz pierwszy zaprezentowany na targach Games Convention w postaci krótkiego filmiku. Widzieliśmy na nim setki kosmitów atakujących naszą małą bazę, otoczoną mnóstwem wymyślnych wieżyczek. Wtedy obstawiałem, że będzie to gatunkowe połączenie Starship Troopers z grami z typu Tower Defence, które stały się tak bardzo popularne w Internecie. Teraz pisząc wrażenia mogę z dumą stwierdzić, że nie myliłem się.
Najśmieszniejszy w tej całej sytuacji jest fakt, że na PlayStation Network wylądował już jeden tytuł bazujący na tym samym pomyśle, chodzi oczywiście o PixelJunk Monsters. Dlatego nie uda nam się uciec od porównania z tytułem Q Games. Trzeba jednak pamiętać, że testowana przeze mnie wersja nie była w pełni ukończona oraz nie została ustalona dla niej cena, stąd też zwrócimy głównie uwagę na funkcjonalność oraz to, co najważniejsze, czyli czy ta gra stanowi dla gracza wyzwanie. To, co przede wszystkim uderza nas w Savage Moon, to prostota i nieskomplikowanie, które ewidentnie wskazuje, że gra zmierza na PSN. Nie jest to konkretny zarzut, ale jeśli już zdecydowano się na grafikę w pełnym 3D to liczyłem, że będzie ona dorównywała innym pozycjom, które są już do kupienia w sklepie Sony. Na początku wydaje się, że ładne i kolorowe PixelJunk Monsters zwycięży, ale wystarczy dać Savage Moon trochę czasu, a tytuł ten naprawdę nas wynagrodzi. Największy zarzut względem Savage Moon to tak naprawdę niewiele gry w grze. Tytuł ten oferuje jedynie kampanię dla jednego gracza, która w dodatku liczy zaledwie 12 misji. Oczywiście mamy dostęp do list rankingowych, ale chciałoby się zdecydowanie więcej, szczególnie, że PixelJunk Monsters oferował kooperację dla 2 graczy. 12 plansz to niewiele, ale wcale nie znaczy to, że nie spędzicie z tym tytułem sporej ilości czasu. Przede wszystkim gra pod względem strategii jest bardziej rozbudowana, niż Monsters. Dzięki drzewku rozbudowy wieżyczek, w każdej misji musimy zadecydować, co będziemy budować. Wybór jest naprawdę interesujący, bo oprócz typowych zabawek, takich jak działka przeciwlotnicze, karabiny maszynowe, czy moździerze mamy również dostęp do bloków, którymi możemy zabudować daną ścieżkę insektoidom, czy też wież wyrzucających miny, dział jonowych, a nawet ostrzału z orbity. Plansze dla “monsterowych” wyjadaczy nie powinny stanowić większego problemu, choć nie będę ukrywał, że zdarzyło mi się raz czy dwa utknąć na danej mapie i to jest właśnie w Savage Moon najfajniejsze. Ta gra wciąga nas i uzależnia podobnie jak wszystkie lepsze produkcje, zbudowane na idei obrony naszej bazy. Czasem od niechcenia włączamy jedną misję, a potem przez godzinę ją powtarzamy, bo przecież „następnym razem się uda”. Osobiście żałuję, że tytuł ten nie posiada kooperacji w sieci, albo chociaż lokalnej, bo naprawdę wiele by zyskał w moich oczach, gdyby koledzy obserwujący rozgrywkę mogli po prostu wziąć w niej udział. Na podstawie przetestowanej przeze mnie wersji mogę stwierdzić, że jest to tytuł, któremu trzeba dać szansę, ale raczej nie zainteresuje Waszych TŻ, co udało się PixelJunk Monsters. Tutaj zdecydowanie panuje cięższy klimat i atmosfera, a i samo sterowanie jest bardziej skomplikowane. Mimo wszystko wydaje mi się, że wszystkim fanom gier z typu “zbuduj setkę wieżyczek” przypadnie ona do gustu, ale ogólny sukces tytułu będzie mocno zależny od ceny jaką przyjdzie nam za niego zapłacić. Sprawdź również:
Komentarze:
1 komentarz w "Wrażenia: Savage Moon"
Musisz być zalogowany aby pisać komentarze. |
|